Bernard Ładysz (24 July 1922 – 25 July 2020) was a Polish bass-baritone and actor. He performed internationally at major opera houses and festivals, known for the title roles of Mozart's Don Giovanni and Mussorgsky's Boris Godunov.
Listen to Bernard Ladysz on Spotify. Bernard Ładysz · Album · 2013 · 48 songs. Bernard Ładysz · Album · 2013 · 48 songs. Home; Search; Your Library.
Listen to Ej, Uchniem from Bernard Ładysz's Bernard Ladysz for free, and see the artwork, lyrics and similar artists.
Listen to Pieśń O Matce by Bernard Ladysz, 1,330 Shazams. Lucia di Lammermoor, Act 2: "Chi mi frena in tal momento" (Edgardo, Enrico, Lucia, Raimondo, Arturo, Alisa, Chorus) Bernard Ladysz, Ferruccio Tagliavini, Leonardo Del Ferro, Margreta Elkins, Maria Callas, Philharmonia Chorus, Philharmonia Orchestra, Piero Cappuccilli, Roberto Benaglio & Tullio Serafin
Bernard Ładysz Plejada Newsy. 3 dni temu "Obywatel ma prawo dożyć Festiwalu Piosenki Żołnierskiej Kołobrzeg 2066" [FRAGMENT KSIĄŻKI] Festiwal Piosenki
Bernard Ładysz (ur. 24 lipca 1922 w Wilnie, zm. 25 lipca 2020 w Warszawie) – polski śpiewak operowy (bas-baryton), aktor i żołnierz. Artysta odnosił sukcesy
. Był Pan nazywany „jednym z najlepszych basów świata”. Co Pan czuł, gdy słyszał Pan takie określenia? Nic nie czułem, po prostu śpiewałem - mówiąc dosadniej - wykonywałem robotę. Trzeba było śpiewać, to się śpiewało. Nie jest Pan w tej chwili zbyt skromy? To nie skromność, to dystans. W moim wieku na pewne rzeczy, w tym na sukcesy, patrzy się trochę inaczej. Dziś, siedzę i zastanawiam się: po co to wszystko było? Jak to po co! Setki zagranych ról, brawurowe występy na najważniejszych scenach świata, a nawet wkład w polską kinematografię. To robi wrażenie! Dziś inaczej to odbieram. A jaki moment w pana karierze był dla Pana najbardziej poruszający? Trudno powiedzieć, na pewno było wiele takich momentów. W pamięć zapadł mi jeden z występów w Australii, w Sydney Opera House. Scena w tak bliskim sąsiedztwie wody zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Ale takich pięknych momentów było znacznie więcej, choć teraz coraz mniej z nich pamiętam… Zdobył Pan wiele nagród i odznaczeń - wśród nich Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski, Złoty Medal Zasłużony Kulturze Gloria Artis i Złotego Fryderyka. Czy jest jakiś laur, który ma dla Pana szczególne znaczenie? Cieszę się z nich wszystkich, trzymam ładnie wyeksponowane w kredensie. Wiadomo, że jedne zostały przyznane szczerze, inne „bo tak wypadało” (śmiech). Ale każda z nich na swój sposób jest dla mnie wartościowa. Jakie jest Pana najpiękniejsze wspomnienie związane z Wilnem? Och, to stanowczo zbyt trudne pytanie! To jest dla mnie miasto „jedyne na świecie”. Chociaż zwiedziłem wszystkie kontynenty, to Wilno jest tym miejscem, do którego zawsze wracam sercem. Trudno mi przywołać konkretne wspomnienia, bo po pierwsze jest ich mnóstwo, a i pamięć nie ta… Ale nie da się opisać słowami sentymentu, z jakim o nim myślę. A kiedy ostatni raz Pan tu był? Ojej, bardzo dawno. Może dziesięć lat temu, może nawet więcej. Wiele bym dał, by jeszcze raz do Wilna wrócić. Rozumiem, że tym, co Pana powstrzymuje, jest sędziwy już wiek i problemy ze zdrowiem. Gdyby jednak mógł Pan dziś przyjechać do Wilna, w które miejsce udałby się Pan najpierw? Niestety, ledwo mówię, ledwo chodzę. Rozmowa z panią to już dla mnie wyczyn (śmiech). Ale gdybym jakimś cudem mógł znaleźć się w Wilnie, pierwszym miejscem, do którego bym poszedł jest mój rodzinny dom. Bardzo chciałabym zobaczyć chociaż dawno niewidziane podwórko… Zostawiłem tam masę wspomnień. Tutaj, w Warszawie, mimo tylu spędzonych tu lat, nadal czuję się obco. A czego by Pan życzył w takim razie mieszkańcom Wilna, Polakom, którzy dziś tu żyją? Wilniakom życzę po prostu, żeby byli Wilniakami! Bo to jedna z lepszych rzeczy, jakie w życiu mogą się przydarzyć. Z Bernardem Ładyszem rozmawiała Magdalena Fijołek. Bernard Ładysz (ur. 24 lipca 1922 r. w Wilnie) Śpiewak operowy (bas-baryton), aktor i żołnierz. Uczestniczył w akcji "Burza" aresztowany przez NKWD, w latach 1944-1946 zesłany wgłąb Rosji, do Kaługi. Jako artysta odnosił sukcesy na wszystkich kontynentach, został okrzyknięty jednym z najlepszych basów świata i występował u boku Marii Callas. Ma na koncie również role w filmach - w "Znachorze" Jerzego Hoffmana i "Ziemi Obiecanej" Andrzeja Wajdy. Mieszka w Warszawie z żoną Leokadią Rymkiewicz-Ładysz. Wywiad z Bernardem Ładyszem ukazał się w "Kurierze Wileńskim Magazynie" z 2 lutego 2019 r. Publikujemy go dzięki uprzejmości magazynu. Źródło: Kurier Wileński Magazyn
W sobotę, dzień po 98. urodzinach, zmarł śpiewak (bas) Bernard Ładysz - informację potwierdziło PAP Muzeum Powstania Warszawskiego. Bernard Ładysz to legendarny śpiewak operowy, aktor, żołnierz Armii Krajowej. Zwyciężał na międzynarodowych konkursach, występował na całym świecie. Współpracował z Marią Callas. Za swoje wybitne zasługi artystyczne był honorowany nagrodami i odznaczeniami państwowymi w 2000 r. dostał Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski, a w 2006 r. Złoty Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. W 2019 r. został odznaczony Medalem Stulecia Odzyskanej Niepodległości. W Polsce najbardziej znane jest jego wykonanie arii Skołuby ze „Strasznego Dworu”. O śmierci Ładysza poinformował też na Facebooku doradca prezydenta, prezes Radia dla Ciebie Tadeusz Deszkiewicz. Z ogromnym smutkiem informuję, że dziś rano, dzień po swoich 98 urodzinach, zmarł Bernard Ładysz. Jeden z najwybitniejszych polskich śpiewaków XX wieku. Artysta o niezwykłej, głębokiej i nieporównywalnej z nikim barwie głosu. Jego aksamitny bas urzekał wszystkich na całym niemal świecie. Panie Bernardzie będziemy Pana zawsze kochać i pamiętać. Żegnaj —napisał Deszkiewicz. Bernard Ładysz urodził się w Wilnie 24 lipca 1922 r. Miał 17 lat, kiedy wybuchła II wojna światowa. Uczestniczył w „Akcji Burza” na Wileńszczyźnie. Jako sierżant Armii Krajowej Ziemi Wileńskiej został uwięziony w Kałudze w Związku Radzieckim, gdzie przebywał w latach 1944-46. Gdy wybuchła wojna, wstąpiłem do Armii Krajowej. A potem do Wilna wkroczyły wojska radzieckie. W 1944 r. w Wilnie kilka tysięcy mężczyzn przeszło przeszkolenie do służby wojskowej. Mieliśmy zostać wysłani na front, odbijać Warszawę. Postawiono nam jeden warunek: musieliśmy złożyć przysięgę Związkowi Radzieckiemu. Na to się nie zgodziliśmy. Za karę wywieziono nas na Syberię, w różne miejsca. Próbowałem uciekać, ale mnie złapano. Wylądowałem w słynnym obozie pracy w Kałudze. Wysłano mnie do pracy do lasu przy wyrębie drzewa. Mróz był straszliwy, głodzono nas, pracowaliśmy w nieludzkich warunkach. Bardzo wtedy podupadłem na zdrowiu —wspominał po latach Ładysz. Po wojnie drugim miastem Bernarda Ładysza stała się Warszawa. W jednym z wywiadów wspominał, „nigdy nie zapomnę, jak Warszawa nas przyjęła, gdy przyjechaliśmy z obozu w Kałudze w 1947 r.” W łagrze pracowaliśmy przy wyrębie lasu. Było ciężko. Po wojnie też, bo Wilno nie było już po polskiej stronie. Zakochałem się w Warszawie, gdy wróciliśmy z Rosji. Wjechaliśmy do miasta gruzów. I ono nas przyjęło, bo byliśmy partyzantami i wróciliśmy stamtąd. Ta biedna Warszawa oddała nam serce. Oddała 20-metrowy pokój dwudziestu osobom, chociaż miejsca było tylko dla czterech. Pamiętam: siedzieliśmy w kawiarni +Maxim+ i gdy zaczęliśmy śpiewać, ludzie płakali. Płakaliśmy wspólnie nad polskim losem. Dlatego kocham Warszawę —opowiadał. W latach 1946-48 Ładysz odbył studia wokalne w Wyższej Szkole Muzycznej w Warszawie. Od 1946 do 1950 r. był solistą Centralnego Zespołu Artystycznego Wojska Polskiego, z którym występował również poza granicami kraju. W 1950 r. zaangażowany został do Opery Warszawskiej. Zadebiutował tu rolą Griemina w „Eugeniuszu Onieginie” Piotra Czajkowskiego. Najświetniejszą kreacją artysty w tym pierwszym okresie jego występów na scenie operowej była rola Mefista w „Fauście” Charlesa Gounoda, która dała mu możliwość ukazania w pełni walorów głosu, temperamentu oraz talentu scenicznego. Zwrotnym momentem w karierze Bernarda Ładysza stał się konkurs śpiewaczy w Vercelli we wrześniu 1956 r. Odniósł tam triumf zdobywając I nagrodę i zyskując międzynarodową popularność. Dało mu to później możliwość występów we Włoszech z artystami tej miary co Victoria de los Angeles, Antonietta Stella, Anita Cerquetti, Tullio Serafin. Zgodnie z regulaminem tego konkursu laureat mógł zadebiutować w mediolańskiej La Scali. Bernard Ładysz nie zdecydował się jednak na ten krok - zaangażował się natomiast do występów w Teatro Massimo w Palermo. W 1959 r. nagrał w Londynie „Łucję z Lammermoor” Gaetano Donizettiego wspólnie z Marią Callas pod dyrekcją Tullio Serafina. Sukcesem artystycznym w karierze artysty była kreacja roli tytułowej w „Borysie Godunowie” Modesta Musorgskiego w Operze Warszawskiej (1960), a także w nowej inscenizacji tej opery w Teatrze Wielkim w Warszawie (1972). Występował w operach Stanisława Moniuszki i śpiewał jego pieśni. Największą popularnością cieszyła się aria Skołuby „Ten zegar stary” ze „Strasznego Dworu”. Ładysz wziął udział w nagraniach opery „Król Roger” Karola Szymanowskiego oraz opery radiowej „Usziko” Tadeusza Paciorkiewicza, w prawykonaniach „Pasji według Św. Łukasza” i „Jutrzni” oraz w prapremierze opery „Diabły z Loudun” (w roli Ojca Barre) Krzysztofa Pendereckiego. Występował też w filmach, w „Ziemi obiecanej” w reżyserii Andrzeja Wajdy, „Znachorze” w reżyserii Jerzego Hoffamna) w musicalach, w roli Tewiego w „Skrzypku na dachu” Josepha Steina i Jerry’ego Bocka oraz na estradzie piosenkarskiej. Współpracował z Teatrem Syrena w Warszawie. Pytany o to, co jest jego zdaniem najważniejsze w śpiewaniu artysta odpowiadał: „Wrażliwość, dusza, serce i dar od Boga: głos. A najważniejsze, to umieć to docenić”. W 2008 r. Ładysz został doktorem Honoris Causa Akademii Muzycznej w Warszawie (obecnie Uniwersytet Muzyczny Fryderyka Chopina). Bernard Ładysz zawsze podążał swoją drogą - i w życiu, i w sztuce. Nie kłaniał się nikomu i nie zabiegał o przychylność. Nie musiał, był w śpiewie nieprzeciętny. (…) Dostarczał zawsze niezapomnianych przeżyć i wzruszeń, jakie przynosi tylko wielka sztuka na najwyższym poziomie doskonałości artystycznej —mówił podczas uroczystości ówczesny rektor AM, prof. Stanisław Moryto. Urodzony w Wilnie Ładysz podkreślił wówczas, że kocha Warszawę, ale tęskni za swoim rodzinnym miastem. Nie wiem, czy tam nie złożę swych kości, bo tęsknię za tym miastem, choć w roku 1947 bardzo zakochałem się w Warszawie —mówił. Zmarł w Warszawie dzień po swoich 98. urodzinach. kk/PAP
W sobotę w wieku 98 lat zmarł śpiewak operowy Bernard Ładysz. Wczoraj obchodził swoje urodziny. Bernard Ładysz urodził się 24 lipca 1922 roku w Wilnie. W czasie II wojny światowej był żołnierzem Wojska Polskiego, walczył też w Armii Krajowej. Został aresztowany przez NKWD i zesłany w głąb Rosji. Naukę śpiewu rozpoczął w Wilnie (1940-1941). Kontynuował ją w latach 1946-1948 na studiach wokalnych w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej w Warszawie. Karierę rozpoczął w Zespole Reprezentacyjnym Wojska Polskiego. Przez wiele lat (1950-1979) był solistą Opery Warszawskiej i Teatru Wielkiego w Warszawie. W 1956 r. zwyciężył w międzynarodowym konkursie śpiewaczym w Vercelli, gdzie zdobył najwyższą nagrodę „Il primo premio assoluto”. Od tego momentu rozpoczęła się jego międzynarodowa kariera. Jako pierwszy polski artysta został zaangażowany do partii solowej w nagraniu opery przez wielką światową firmę fonograficzną „Columbia” – w 1959 r. wystąpił obok Marii Callas w nagraniu Łucji z Lammermooru pod dyrekcją Tullio Serafina. Columbia zaprosiła potem Ładysza do nagrania całej płyty z ariami operowymi Verdiego i kompozytorów rosyjskich. Odeszła legenda polskiej sceny operowej, wybitny śpiewak, aktor i żołnierz, wielki polski patriota Bernard Ładysz. Na scenie partnerował Marii Callas. Zaledwie wczoraj świętował 98 urodziny. 1/2 — Piotr Gliński (@PiotrGlinski) July 25, 2020 - Odeszła legenda polskiej sceny operowej, wybitny śpiewak, aktor i żołnierz, wielki polski patriota Bernard Ładysz - napisał na Twitterze Piotr Gliński, szef Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. (oprac. p) Fot. Wikipedia/Aleksander Ładysz
Pogrzeb Bernarda Ładysza. Przyjaciele i rodzina pożegnali legendarnego śpiewaka Pogrzeb Bernarda ŁadyszaBernard Ładysz nie żyje. Legendarny śpiewak operowy zmarł 25 lipca w wieku 98 lat. Dzisiaj odbyły się uroczystości pogrzebowe. Bernard Ładysz to legendarny śpiewak operowy, aktor i żołnierz Armii AK. Urodził się 24 lipca 1922 roku w Wilnie. Już jako kilkuletni chłopiec zaczął pobierać nauki śpiewu. Gdy wybuchła II wojna światowa miał zaledwie 17 lat. Swoje wokalne umiejętności zaczął doskonalić na studiach wokalnych w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej w Warszawie pod kierunkiem prof. Wacława Filipowicza. Podczas okupacji radzieckiej i niemieckiej służył jako sierżant Armii Krajowej. Był uczestnikiem akcji Burza na Wileńszczyźnie. Został aresztowany przez NKWD i uwięziony w Kałudze nad Oką w Związku Sowieckim, gdzie przebywał w latach zrobił niemal na wszystkich kontynentach. Wszystko zaczęło się w 1946, gdy został solistą w Reprezentacyjnym Zespole Wojska Polskiego. Przez niemal 3 dekady był solistą Opery Warszawskiej i Teatru Wielkiego w Warszawie. Przełomowym momentem w jego karierze był rok 1956. Zwyciężył wtedy w międzynarodowym konkursie śpiewaczym w Vercelli. Dzięki temu mógł zadebiutować w mediolańskiej La Scali. To niewątpliwie otworzyło mu drogę do wielkiej międzynarodowej kariery. Widzowie mogą go też kojarzyć z takich filmów jak Ziemia Obiecana, czy lipca media obiegła informacja o śmierci Bernarda Ładysza. Mężczyzna zmarł w dzień po swoich 98. Ładysz nie żyje. Pogrzeb legendy muzykiInformację o śmierci śpiewaka udostępnił na Facebooku doradca prezydenta, prezes Radia dla Ciebie Tadeusz ogromnym smutkiem informuję, że dziś rano, dzień po swoich 98. urodzinach, zmarł Bernard Ładysz. Jeden z najwybitniejszych polskich śpiewaków XX wieku. Artysta o niezwykłej, głębokiej i nieporównywalnej z nikim barwie głosu. Jego aksamitny bas urzekał wszystkich na całym niemal świecie. Panie Bernardzie będziemy Pana zawsze kochać i pamiętać. Żegnaj – napisał Deszkiewicz w social żałobne za Bernarda Ładysza rozpoczęło się dzisiaj, o godzinie 10 w Kościele Wojska Polskiego w Warszawie. Po mszy zmarły został odprowadzony na Cmentarz Wojskowy na Powązkach, gdzie spoczął w Alei Zasłużonych. W galerii możecie zobaczyć zdjęcia z uroczystości żałobnych Bernarda ŁadyszaPogrzeb Bernarda ŁadyszaPogrzeb Bernarda ŁadyszaKrystyna MiśkiewiczZ wykształcenia dziennikarka. Z zamiłowania ogrodnik, który każdą wolną chwilę poświęca swoim roślinom. Wielka miłośniczka przyrody, właścicielka kilku psów. Wegetarianka z czytane dziśMoże Cię zainteresować
Taki głos objawia się raz na kilkadziesiąt lat, do tego Bernard Ładysz miał nieprawdopodobny talent aktorski, więc każde jego pojawienie się na scenie czy estradzie koncertowej elektryzowało widzów i słuchaczy. A jednocześnie w jego życie brutalnie zaingerowała historia i polityka. – Jestem z rocznika 1922, chyba najgorszego z możliwych – powiedział przed laty w rozmowie z „Rzeczpospolitą”. – Niemal wszystko, co zaczynaliśmy w życiu, bywało brutalnie przerywane. Człowiek musiał się nieustannie dostosowywać albo wręcz zaczynać od nowa. Urodził się na Wileńszczyźnie, w Wilnie też rozpoczął naukę śpiewu, ale porządne studia podjął dopiero po 1945 roku w Warszawie, a i tak nie miał na nie specjalnie dużo czasu. Gdy wybuchła wojna, miał 17 lat. Działał w wileńskiej partyzantce AK, schwytany przez Rosjan trafił do 361. pułku zapasowego Armii Czerwonej w Kałudze. W rzeczywistości był to obóz dla Polaków, którzy odmówili złożenia radzieckiej przysięgi wojskowej. Pracowali przy wyrębie lasu. Do Polski wrócił w 1946 r., rodzice opuścili Wilno wcześniej, ale ojciec zmarł, gdy tylko wysiedli z pociągu. Ich skromny dobytek został rozkradziony, kiedy matka zaczęła załatwiać formalności związane z pochówkiem. Początkowo chwytał się różnych zajęć, dlatego na zajęcia w uczelni mógł uczęszczać dopiero po godzinach po godzinach pracy. Jego talent został jednak szybko dostrzeżony, najpierw przez zespół Wojska Polskiego, a w 1950 r. zdobył angaż do Opery Warszawskiej, gdzie zaraz potem zadebiutował w zastępstwie jako książę Gremin w „Eugeniuszu Onieginie” Czajkowskiego. Rola to nieduża, ale z jedną najpiękniejszych arii, jakie w historii muzyki napisano dla basa. W ciągu pięciu minut można w niej podbić publiczność i Bernard Ładysz potrafił to uczynić. Świat stanął przed nim otworem, gdy w 1956 r. w brawurowym stylu wygrał konkurs wokalny w Vercelli. Włosi się zachwycili fenomenalnym basem z Polski i Bernard Ładysz niemal natychmiast otrzymał propozycję angażu z mediolańskiej La Scali. Na początek miał pojechać z tym zespołem na tournee do RFN, a także zaśpiewać kilka premier w Palermo, a potem wystąpić w La Scali Zrealizował pierwszą część planu i musiał wrócić do kraju. To, co później się wydarzyło, nie jest do końca znane. Ponoć zaproszenie z Mediolanu zaginęło w biurkach urzędników decydujących o wyjazdach Polaków na zachód, co byłoby działaniem typowym dla PRL-owskiej biurokracji kontrolującej, by nikt się nie wywyższał nad innych, a o atrakcyjnych angażach dla artystów musi decydować władza. W innym wszakże wywiadzie Bernard Ładysz przyznał, że zawiniła jego własna głupota. Wojenna trauma powodowała, że nie chciał „zarabiać u Niemców”, we Włoszech zaś nie miał zamiaru płacić obowiązkowej daniny na tamtejsze związki zawodowe. Wolał śpiewać u siebie, w kraju. Po pewnym czasie udało mu się ponownie wyjechać. W 1959 r. został zaproszony przez Columbię w nagraniu opery „Łucja z Lammermooru” jako partner wielkiej Marii Callas. Ta sama wytwórnia wydał wkrótce potem jego solową płytę. Był pierwszym polskim śpiewakiem, którego światowy koncern fonograficzny potraktował jak gwiazdę. Ale to, co wciąż wydawało się efektownym początkiem, okazało się punktem kulminacyjnym. Ładysz wrócił do Warszawy. Tu miał swoją publiczność oraz matkę, która była dla niego najważniejszą osobą i najważniejszym krytykiem, a ona nie wyobrażała sobie życia poza Polską. – Moja mama mówiła mi: Synu, śpiewaj wszystko byle z sercem! – wspominał. – I tak właśnie robiłem. Autopromocja Specjalna oferta letnia Pełen dostęp do treści "Rzeczpospolitej" za 5,90 zł/miesiąc KUP TERAZ Śpiewał więc właściwie wszystko. Kreował wielkie postaci w klasycznych operach i wykonywał muzykę współczesną. Rozbawiał publiczność do łez jako tytułowy „Il maestro di capella” w barokowym intermezzo Cimarosy, ale należał też do solistów współpracujących z Krzysztofem Pendereckim. Brak udział w słynnym prawykonaniu jego „Pasji według św. Łukasza” w Münster w 1965 r. i w prapremierze opery „Diabły z Loudun” w Hamburgu cztery lata później. Chętnie śpiewał też pieśni żołnierskie i popularne piosenki (często w duecie z żoną Leokadią Rymkiewicz, drugą najważniejszą kobietą jego życia). Nie stronił też od musicalu, w latach 80. zagrał Tewiego Mleczarza w pierwszym w Polsce wystawieniu „Skrzypka na dachu”. Do historii przeszły przede wszystkim jego wielkie kreacje operowe. Był najwspanialszym Skołubą w „Strasznym dworze” Moniuszki, fenomenalnym Filipem II i Wielkim Inkwizytorem w „Don Carlosie” Verdiego i oczywiście jednym z najlepszych na świecie Borysem Godunowem. Do występu w operze Musorgskiego został zaproszony przez Teatr Bolszoj w Moskwie, który niechętnie powierza tę rolę basom spoza Rosji. Kilkadziesiąt lat po Ładyszu tego zaszczytu dostąpił niedawno drugi Polak, Rafał Siwek. Borys Godunow to partia, w której Bernard Ładysz potrafił w pełni pokazać swój talent. – Gdyby na scenie wyrecytować po prostu tekst „Borysa Godunowa” – opowiadał kiedyś – wyszedłby pewnie dość marnie Z wielką muzyką Musorgskiego robi się z niego dramat z prawdziwego zdarzenia, I tu dopiero możemy odpowiedzieć, kim naprawdę jest śpiewak. Nie tylko musi mieć głos. Ma być aktorem. Musi wiedzieć, dlaczego śpiewa właśnie tak, a nie inaczej. I dla kogo śpiewa, bo wszystko musi być zrozumiałe. Z jego zdolności aktorskich korzystał także polski film, a on nawet gdy pojawiał się na moment na ekranie, zapadał w pamięć, choćby w „Ziemi obiecanej” Wajdy, gdzie w scenie w kawiarni mignął jako rosyjski kupiec. Większe role stworzył w „Znachorze” Hoffmana (młynarz Prokop), w „Lalce” Hasa (Suzin) czy we współczesnym filmie „Karate po polsku” Wójcika (proboszcz). Zagrał też Lirnika w „Ogniem i mieczem” Hoffmana. Z racji wieku od wielu lat nie występował, coraz rzadziej też pojawiał się publicznie. Ostatnie wielkie święto Opera Narodowa urządziła mu z okazji 90. urodzin, podczas tej gali przypomniano fragment jego najważniejszej roli – scenę śmierci Borysa Godunowa. Wspominając swoje życie Bernard Ładysz powiedział kiedyś „Rzeczpospolitej” z nostalgią: – Nie miałem menedżera, który by mi pomógł, więc niczego się nie dorobiłem. Zdrowie uciekło, a włosy posiwiały. W chwilę potem jednak dodał: – Ale nie żałuję niczego, jedynie młodych lat.
bernard ładysz aleksander ładysz